Wersja do wydrukuSend by emailWersja PDF

Repolonizacja banków – czy to się opłaca?

3 czerwca 2015

W ubiegłym roku PKO BP kupił Nordeę. Teraz PZU przejął kontrolę nad Aliorem, prawdopodobnie niebawem przejmie też Raiffeisen Polbank. Tak zaczyna się akcja „repolonizacji banków”. Lecz mało kto zadaje właściwe pytania: Po co? Za ile? I kto za to zapłaci?

- Zdaniem zwolenników repolonizacji banków główną korzyścią będzie zwiększenie finansowania polskiej gospodarki i uniezależnienie sektora od kaprysów zagranicznych grup bankowych. Brak jednak konkretnych wyliczeń, ile polska gospodarka mogłaby zyskać na „udomowieniu” banków. Tym bardziej, że w ostatnich latach zagraniczne banki utrzymywały finansowanie polskich spółek-córek. I nie wynikało to z altruizmu, lecz z czystej kalkulacji: stopa zwrotu z kapitału w Polsce była znacznie wyższa niż na zachodzie Europy – stwierdza Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

Według najnowszych dostępnych danych Komisji Nadzoru Finansowego udział inwestorów zagranicznych w aktywach polskich banków spadł do 59,5% wobec 66,2% w roku 2010. Oznacza to, że udział polskiego kapitału znacząco wzrósł: z 33,8% do 40,5%. Po faktycznym przejęciu udziałów w Aliorze przez PZU udział ten wzrośnie o kolejne 2-3

punkty procentowe. Jest dość prawdopodobne, że na koniec roku rodzimi inwestorzy będą kontrolować przynajmniej połowę sektora bankowego.

Banki-zombie, czyli przyczyny repolonizacji

Idea „repolonizacji banków” działających w Polsce powstała po roku 2008, gdy nagle okazało się, że wiele spółek-matek polskich banków jest faktycznymi bankrutami. Źle prosperujące banki macierzyste zostały uratowane przez podatników, którzy nie pytani o zdanie wyłożyli miliardy euro i dolarów. Kryzys finansowy pokazał, jak słaby jest zachodni system bankowy i jakie zagrożenie dla Polski może stanowić bankowość zdominowana przez banki-zombie, czyli faktycznie niewypłacalne podmioty.

Odpowiedzią na zagrożenie potencjalnym drenażem kapitału miała być zorganizowana i koordynowana przez państwo akcja wykupu udziałów w polskich bankach od zagranicznego kapitału. Pierwsza fala „repolonizacji” zakończyła się fiaskiem: BZ WBK został kupiony przez hiszpańskiego Santandera, a BGŻ padł łupem Francuzów z BNP Paribas Polska. Inercja spółek Skarbu Państwa została przerwana dopiero w 2014 roku, gdy PKO BP przejął Nordea Bank Polska. Ekspansję kontynuuje PZU, który ogłosił zakup ¼ udziałów w Alior Banku. Wraz z 4,5-procentowym pakietem posiadanym przez fundusze PZU oraz 7% akcji należących do menedżerów daje to realną kontrolę nad bankiem. Rynki jednak nie zareagowały euforią.

- W ciągu niecałych dwóch sesji od informacji dotyczącej przejęcia przez PZU
pakietu akcji Alior Banku giełdowe notowania ubezpieczyciela osunęły się o ponad 3,5%, do poziomu 432 zł. Po raz ostatni spółkę tę wyceniano tak nisko w lipcu 2014 roku. Warto dodać, że gdy pojawiały się pierwsze plotki o apetytach PZU na akcje Aliora, akcje ubezpieczyciela kosztowały nawet około 500 zł. Ten gwałtowny spadek wyceny zdaje się sugerować, że repolonizacja banków budzi na rynku obawy, przede wszystkim finansowe. Idea powrotu kapitału w polskie ręce odchodzi bowiem na giełdzie na drugi plan - dla inwestora podstawowe znaczenie ma opłacalność inwestycji, a kupno banków przy tak wyśrubowanych wycenach rodzi na tym polu wiele wątpliwości – stwierdza Adam Torchała, analityk Bankier.pl.

- PZU ma dużo kapitału i wbrew pozorom lepiej żeby kupowali banki niż np., wbrew zdrowemu rozsądkowi i rachunkowi ekonomicznemu wspomagali rząd w finansowaniu nierentownych sektorów gospodarki. Ponadto im więcej banków w polskich rękach, tym łatwiej prowadzić skuteczną politykę gospodarczą w zakresie wsparcia polskich innowacyjnych przedsiębiorstw, które na rynku polskim odczuwają coraz większą konkurencję ze strony zagranicznych podmiotów. Te zwykle mają wsparcie rodzimych instytucji finansowych. Innymi słowy, „repolonizacja” to w dużej mierze inwestycja w większą niezależność, bezpieczeństwo i przyszłość – dodaje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.